O blogu

Witam na moim blogu. Znajdziesz tu opisy tego, co dzieje się wewnątrz mnie i gdzieś kiedyś musi znaleźć ujście. Ubieram swoje uczucia w słowa najlepiej, jak tylko potrafię. Myślę, że pewne rzeczy i emocje, znajdujące źródło w szarej codzienności naszego świata są uniwersalne, a więc bliskie nie tylko mnie. Możliwe, że znajdziesz tu gdzieś fragment siebie, ukryty wśród moich słów. A może jesteś człowiekiem na tyle szczęśliwym, że moje uczucia będą Ci obce? Szczerze Ci tego życzę.

Tak czy inaczej, zapraszam do dalszej lektury.

niedziela, 31 lipca 2011

Jak to ująć w słowa.

Już jest normalnie, w porządku, prawie jak dawniej. Nauczony na swoich błędach, brniesz przez życie. Zero udawania, już dosyć. W końcu udało Ci się wyszarpać jeszcze jedną szansę. Zdobyć czystą kartę. Jest naprawdę przyjemnie. Ze wszystkimi rozmawiasz normalnie, tłumisz wszelkie wątpliwości. Starasz się byś spokojnym, beztroskim. Takim, jakim Cię znają. Wesołym, śmiejącym się, niepoważnym. Naprawdę Ci się udaje. Wiele się nauczyłeś w ostatnim czasie. Przemyślane kwestie są już zamknięte. Pozostała jedna.
Wieczór szczerości. Po tak długim czasie zwierzasz się z czegoś, co zamknąłeś w sercu na cztery spusty. Nie chciałeś mówić nic o sobie. Wszystko, co ważne było gdzieś na dnie. Błahe rzeczy wypływały z twoich ust w celu potrzymania rozmowy. I tak dzięki nim zbliżyłeś się do bliskich Ci kiedyś osób. Udało się. Z trudem wyrzuciłeś z siebie to, co zalegało. Nie spodziewałeś się takiej reakcji. Strach minął. Pozostała już tylko jedna rzecz do wyjaśnienia.
Decydujesz się, piszesz. Nawet głupie napisy pod etykietkami zmuszają Cię do tej rozmowy. Denerwujesz się bardziej niż przed ważnym egzaminem. W końcu ostatnio nie było za wesoło. Bierzesz w dech i piszesz pierwsze słowo. Wysyłasz. Masz dobre intencje. On odpisuje. jest dobrze, po miesiącu piszecie ze sobą normalnie, bez kłótni, wyrzutów, zmartwień. I nagle trach. Wszystko się psuje. Zwykłe trzy słowa, wypowiedziane jak "Brzydka dziś pogoda". Zwrot "Nie jesteśmy przyjaciółmi" popycha Cię w przepaść. A dopiero co cofnąłeś się i już nie stoisz na krawędzi...
Denerwujesz się i piszesz mu prawdę, że Ci na nim zależało. Jak na nikim innym, nigdy. Kończysz rozmowę, bo zaczyna się to samo, co miesiąc temu.
A kiedyś - nie do rozstania. Rozmowy w nocy, idealne zgranie. Stuprocentowa wiedza o sobie nawzajem. Przyjaciele najlepsi na świecie. Aż coś się zepsuło. I nikt nie wie co. I to przelewa czarę. Czujesz, że już za dużo złego stało się w tym roku. Wyjeżdżasz, izolujesz się od starego życia. Wracasz odnowiony, pełen energii. I chcesz żeby było dobrze. Potrzebujesz z nim rozmowy. Jak dawniej. Nie wypowiadasz tych słów na głos. Nie chcesz, żeby pomyślał, że znów robisz problem, że nie jest jak dawniej. Chcesz tylko znów z nim porozmawiać.
I co zrobić po takich słowach? Złamał wszelkie obietnice. Wszystko przekreślił trzema słowami.
I znów nie możesz się pozbierać. Nie wiesz jak.
Wiesz tylko, że jak wróci, zadzwonisz. Pomimo tego, że obiecałeś sobie, że tego nie zrobisz.
Spotkasz się z nim za wszelką cenę.
Porozmawiasz.
Wyjaśnisz.
Opowiesz.
Wyznasz.
Przetrzymasz.
Zrobisz coś, czego będziesz żałować.
Spojrzysz i westchniesz.
I na zawsze zakończysz coś, co było wspaniałe. Coś, co kochałeś.
I już nie obudzisz się pewnego dnia, uświadomiony, że ta osoba jest twoim życiem.
I nie dopuścisz do siebie tej myśli.
Staniesz się nowym człowiekiem.
Takim jak przed ostatnią rozmową z nim.
Beztroskim, śmiejącym się, niepoważnym.
Odcinającym się od tego, co się działo w tym roku.
Część Ciebie wie, że to na nic.
Bo przeszłość Cię znalazła. Teraźniejszość dobiła. A przyszłość nie jest znana.

2 komentarze:

  1. U, czyżby Mr G? Niedobrze. Bardzo niedobrze.
    Ale co ktokolwiek prócz waszej dwójki może na to poradzić? Tylko OBOJE musicie chcieć. I już to stanowi problem...
    I znów jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wielowarstwowe słówko "życie".

    OdpowiedzUsuń
  2. Taa.. popieram poprzedniczkę. To mi trochę przypomina moją sprawę z Anią, ale tam było jeszcze nie jaśniej, nie było nawet tego "Nie jesteśmy przyjaciółmi". Myślisz, że warto jeszcze próbować się z nim dogadać? Czy lepiej uciec tak jak ja?... Dla mnie jedno i drugie wyjście wydaje się błędem. Cóż innego pozostaje?

    OdpowiedzUsuń